wtorek, 6 grudnia 2016

Dlaczego ludzie wolą szczeniaczki?

          To pytanie zadawałam sobie dziesiątki razy w momentach kiedy Istę dopadała głupawka, gryzła po rękach mimo proponowanych zabawek, srała na środku pokoju, doprowadzała Korę do szału itp. Rasowe pieski - wiadomo - najczęściej bierze się od hodowcy w wieku szczenięcym i to zwykle oswojone z podstawowymi dźwiękami i sytuacjami życia codziennego. Pochwalam tych dbających hodowców bardzo. Poniekąd więc nie mamy wyboru - rzadko na sprzedaż są dorosłe psy rasowe, bierzemy więc szczeniaczka.

          Jak jednak jest w przypadku adopcji? Dlaczego na miłość boską ludzie pragną mieć szczeniaczka? Zaledwie kilka miesięcy temu rozmawiałam z mamą, że za lat kilka jak już weźmiemy psa nr 2 to wolałabym wziąć takiego "okołorocznego", bo totalnie nie rozumiem jak ludzie wytrzymują ze szczeniakami!



          W tym miejscu pozdrawiam Tajgę (berneńczyk, z którym miałam styczność kilka lat temu, aktualnie cudowny olbrzym) i widniejących na zdjęciu Spontana (adopciak) i PiaMia (border, którego imienia nie umiem odmieniać :P). Są właściwie takie, jakie szczeniaki być powinny - zabawowe, szalone, energiczne, proludzkie - ochy achy. 
          A jednak ja - przyzwyczajona do mojego fantastycznego Koreczka, który od momentu adopcji: nie narobiła ani razu w domu, nic nie zniszczyła (łącznie z zabawkami którymi się szarpałyśmy), bez problemu zostaje w domu, nie kradła i nie kradnie jedzenia nawet jeśli zostanie na wysokości pyska, przy braku spaceru po prostu kładzie się spać a nie rozpierdziela mi chałupy, chętnie się uczy, wie kiedy mi dupy nie zawracać... możnaby tak jeszcze wymieniać i wymieniać. Idealnie nie jest, choć trafił mi się egzemplarz wybitny to Kora, jak niejednokrotnie przeczytaliście na fanpage, jest trzęsidupką. Panicznie bała się różnych rzeczy, aktualnie jest sporo lepiej, ale wiele czasu krwi i łez nas to kosztowało. 
          Planowałam więc psa, który będzie nadal miał tą młodzieńczą energię, ale będzie miał też swoje zęby i ciutkę mózgu myślącego w miejscu zabawowego :D. Jak niedawno zauważyliście plany niezupełnie się powiodły... W każdym razie: jest! Jest szczeniak! Datowany na 25.09. w momencie znalezienia 07.11. miał jakieś 6 tygodni. Ząbki i nieporadność ruchowa wskazywały na ten właśnie wiek.
          No i co teraz? No mam szczeniaka, Kora go nie zabiła (jeszcze, ale mówię Wam, że udusi ją poduszką i napisze w internetach, że to ja!), czy jest powód do radości? No dobra, trochę jest.



Dlaczego lubię mieć szczeniaczka takiego jak Ista?
(bo nie wiem jak inne szczeniaki)
- jest przebojową dziewczyną, na której jak dotychczas wrażenie zrobiły trzy rzeczy: 1. inne psy - po kilku minutach jest git; 2. szczekający za płotem pies sąsiada - dwie sesje zabawy i już go ignoruje; 3. tupanie - jedna sesja i mam przywołanie na tupanie... niezamierzenie :P
- jest przeurocza (jak śpi)
- jest lizakiem - coś czego Kora mi nie daje :P 
- bardzo ceni moją bliskość - znów coś co Kora daje mi tylko częściowo :)
- jest zabawowa - sama, ze mną, z Korą... zawsze!

Dlaczego nie lubię mieć szczeniaka takiego jak Ista... albo raczej ogółem: Dlaczego nie chcesz mieć szczeniaka? :P

- życie szczeniaka składa się z: jedzenia, zabawy i spania - po wszystkich czynnościach sika - jeśli mieszkasz np. na 3-4 piętrze to prowadzisz wieczny wyścig z czasem (jeśli "sikacie" na dworze)
- szczeniak poznaje świat słodkim uroczym noskiem... HAHA!!! zębami! wszystko co nie zostało polizane, przeżute, albo przynajmniej podrapane uchodzi za przedmiot nie do końca poznany - nieważne czy to kapeć, upuszczone jedzenie, kawałek plastiku, choinki... w najlepszym wypadku dostanie sraki, w gorszym trzeba zapierdzielać do weta
- szczeniak jest nieobliczalny - ile to razy Ista przytulała się lizała mnie po rękach, po nosie, po czym w ułamku sekundy stwierdziła "tak naprawdę to była gra wstępna do upierd*lenia ci nosa" - raz się goił tydzień
- szczeniak jest cicho tylko w jednym momencie - coś knuje... albo coś żre, albo sika właśnie na dywan, jeśli jest cicho - BIEGNIJ! (ale po cichu, bo jest cień szansy, że zasnął)
- szczeniak jest absorbujący - fajnie jeśli masz czas i ochotę bawić się kilka godzin dziennie, ale przyjdzie dzień, że nie będzie Ci się chciało - gorączka, brak czasu, znużenie... wtedy zrozumiesz co znaczy "ale przecież zawsze się o tej porze bawiliśmy! to ja sobie znajdę zabawę!" - a wtedy... BIEGNIJ!
- szczeniaka musisz mocno uczyć życia - to jest zarazem zaleta, bo jest niezapisaną kartką, która może się nauczyć, że pociągi nie zabijają, auta są spoko i nie jojczy się w nich jak pojeb, kotów się nie goni, dzieci nie zjada itd. z dorosłym zajmuje to więcej czasu, ale często są bardziej przewidywalne - dorosły zwykle nienawidzi konsekwentnie, szczeniak niekoniecznie :P, więc jeśli chcesz mieć psa którego świat nie przerasta to kilka miesięcy Twojego życia będzie polegało na planowaniu socjalu, jeśli masz to w dupie, to jesteś na liście potencjalnych właścicieli, którzy oddają adoptowanego (bo przecież rasowego szkoda) szczeniaczka, bo zachowuje się nieobliczalnie, dziwnie, "nigdy tak nie miał", nie radzę sobie... i znów chwała tym, którzy po prostu swoje błędy naprawiają i mają świadomość tego, że adopcyjniaki to jajka niespodzianki
- szczeniak śpi często, ale krótko - jeśli szczeniak przesypia całą noc (5-6 godzin) bez wołania na siku, względnie grzecznie załatwi się na matę - ciesz się. Jeśli z rana drgnie Ci powieka w geście pozornego przebudzenia szczeniak to zauważy i będzie nalegał żeby poświęcić mu uwagę - paleta dźwięków jakie potrafi z siebie wydawać jest nieraz imponująca - a sąsiedzi słuchają! W tym momencie przegrałeś, trzeba było udawać trupa :)
- dla szczeniaka jesteś całym światem - twoje wyjście z domu będzie przez jakiś czas sporym dramatem i związanym z tym piskiem, wrzaskiem, zjadaniem otoczenia - trzeba szczeniaka nauczyć, że nie umierasz wychodząc za drzwi, ale jeśli jesteś czynny zawodowo to bez ćwiczenia wychodzisz na te ok. 9 godzin i sorry... jakoś muszą sobie psiaki z tym radzić - jest sporo sposobów żeby im w tym pomóc - własny smród na przykład :P


          Tak półżartem półserio - to moje pierwsze 3 tygodnie z Istą. Nie wiem jakie momenty przeważały - chęć mordu, czy radość. Mocno jednak liczę na to, że wysiłek, który teraz włożę w szczeniaka kiedyś mi się zwróci, ale moja radość jest jeszcze dość przytłumiona :). 
Podziwiam ludzi, którzy wrzucają filmiki "mój szczeniak ma 3 miesiące i robi pierdyliard sztuczek"... Bo moje wizje i priorytety zmieniły się z przyjściem Isty diametralnie. Ważniejsze są dla mnie zostawanie w domu, samokontrola, spanie w klatce, ignorowanie (fajna jest, ale nie będę się w nią ciągle wpatrywać i poświęcać każdą minutę - kocham książki i Ista musi z tym żyć :P) i reagowanie na imię. Z jednym idzie lepiej, z innym gorzej, ale o tym innym razem.



          Także ludziska - szczególnie Ci, którzy kochają psy, ale nie są maniakami :P. Szczeniaczki są spoko, ale przemyślcie dokładnie, czy macie czas i energię na ten ogrom pracy, który Was czeka. Może na Wasze domowe potrzeby - pies, jako przyjaciel rodziny sprawdzi się psiak, który okres szczenięctwa ma za sobą? Jest sporo fundacji, schronisk, które faktycznie są w stanie udzielić rad w doborze psiaka do Waszego trybu życia i czy to źle jeśli będzie miał 4 lata zamiast 4 miesięcy? 
          Polecam się nad tym tematem troszkę pochylić, bo to, że "wszyscy" mają szczeniaczka nie znaczy, że też musisz - za mnie zdecydował "przypadek", sama bym się pewnie nie zdecydowała, ale wzięłam to na klatę :). Za 2 lata Wam powiem czy żałuję :D 

jeśli takich momentów będzie więcej - to warto :)

sobota, 2 lipca 2016

Kora testuje: Pokusa DiamondCoat SNOW WHITE & MIX COLOR

W kwietniu na fanpage Pokusa znalazłam, a właściwie w nim oznaczona, konkurs na testowanie nowego produktu. Preparaty były dwa Pokusa DiamondCoat SNOW WHITE & MIX COLOR oraz DiamondCoat DEEP COLOR & SUPER SHINE – nas zainteresował ten pierwszy z racji przewagi białego koloru u pieseła.


Ku mojemu zaskoczeniu… zostałyśmy wybrane do testów!

Dlaczego się zgłosiłyśmy?

Miałyśmy nadzieję, że w końcu trafimy na preparat, który pomoże nam opanować linienie Kory, które trwa 366 dni w roku (nawet jak rok ma 365 :P), w poprawę kolorytu psu tak średnio wierzyłyśmy, bo niby jak? Czy Pokusa nas zaskoczyła? Zapraszam do zapoznania się z recenzją!
Zacznijmy jednak od informacji podstawowych.


Skład

          Skład naprawdę cieszy, bo nie ma chemii, a ostatnio stałam się maniaczką czytania składów – nie tylko w psich produktach.

BIO żółtko jaja kurzego, algi morskie (Ascophyllum nodosum), drożdże browarnicze (Saccharomyces cerevisiae), białko ziemniaka, mączka karobowa, siemię lniane, hydrolizat kolagenu, czarne jagody, montmorylonit, owoc dzikiej róży, olej z wiesiołka, czystek, skrzyp polny, rumianek.

Też Wam to niewiele mówi? Co na co? Strona Pokusy przybywa z odpowiedzią na to nurtujące pytanie:

- Skrzyp polny: bogate źródło krzemu, który jest niezwykle istotnym mikroelementem i składnikiem budulcowym włosów.
- Kolagen: odpowiedzialny za sprężystość, jędrność oraz właściwe nawilżenie skóry, jak również odnowę jej komórek.
- Algi morskie: nadają sierści połysku oraz wpływają na wysycenie ciemnej partii skóry np. nosa.
- Biotyna: kumuluje cząsteczki biodostępnej siarki zasilając nimi łodygę włosa, czyniąc go silnym elastycznym na całej długości. Stymuluje przyrost włosów, poprawia ich grubość, zapobiega wypadaniu.
- Rumianek: wykazuje działanie antystresowe wywołane wystawami, koi podrażnienia oraz świąd skórny, regeneruje zmiany spowodowane grzybicą. Wyciąg z rumianku stabilizuje i rozjaśnia jasne włosy.
- Czystek: dzięki właściwościom hamującym wydzielanie histaminy wycisza reakcje alergiczne widocznie przyczyniając się do złagodzenia objawów uczuleniowych. Bogate źródło antyoksydantów – szczególnie ważne u zwierząt sterylizowanych/kastrowanych o mniejszej odporności na działanie wolnych rodników.
- Cynk: zaliczany jest do najważniejszych mikroelementów niezbędnych włosom. Jego niedobór ma ogromny wpływ na ich wzrost i wygląd. Wypadanie i matowienie sierści jest często objawem niedoboru tego pierwiastka w diecie.
- Kwasy Omega 3 i 6: pomagają w walce z zapaleniem skóry i łuszczycą, zapobiegają alergiom oraz wspomagają ich leczenie, wzmacniają pazury chroniąc je przed łamaniem.
- Tyrozyna i Fenyloalanina: stabilizują wytwarzanie eumelaniny (czarnego barwnika włosa) dzięki czemu chronią psy o czarnym umaszczeniu przed zespołem czerwonego włosa, który jest związany z minimum 3 miesięcznym niedoborem tych składników w diecie. Natomiast optymalna zawartość cystyny i metioniny umożliwia rogowacenie białkowej materii włosa.


Dawkowanie

Kora standardowo znajdowała się „między skalą” – ok. 11-12 kg wagi. Dostawała 2,5 miarki preparatu, także opakowanie 180g starczy na ok. 72 dni, nie można mu więc odmówić wydajności. Przy cenie ok. 30 zł za opakowanie jest to ok. 42 grosze dziennie – nawet studenta stać na takie finansowe szaleństwo :P



Wygląd i smakowitość

Opakowanie tekturowe, bardzo estetyczne, skrywa woreczek strunowy i łyżeczkę do dawkowania preparatu. Sam wygląd preparatu mnie trochę (trochę mocno) zaskoczył.

Piasek? :P

          To była moja pierwsza styczność z preparatami Pokusy i zobaczyłam drobniutko zmielony brązowy pył koloru piasku – inaczej tego nie potrafię określić. Byłam sceptyczna, podstawiłam Korze woreczek pod nos i przeszyłam szok, bo… zaczęła go wylizywać! Dowody na podsumowującym recenzję filmie :)
          Dotychczas żaden z podawanych przez nas preparatów na sierść czy suplementów nie był łykany dobrowolnie, zawsze trzeba było bardzo mocno kombinować. Pokusa nie dość, że Korze zasmakowała to jeszcze podniosła atrakcyjność tego, co lądowało w psiej misce! Kora miewała dni, kiedy nie chciała jeść, ekscytowała się kiedy przygotowywałam jedzenie, a kiedy dostawała miskę – kręciła nosem. W czasie podawania preparatu problem nie wystąpił :). Muszę zaznaczyć, że również na procesy trawienne preparat wpłynął bardzo pozytywnie. Jeśli teraz jecie to się wstrzymajcie ;). Kora od ponad roku dostaje morką i suchą karmę wymieszane razem i czasem zdarzały się luźne kupy. Również i tutaj Pokusa podziałała na plus. Problem nie występował. Jedynie ilość kup się nieznacznie zwiększyła – dla nas to akurat bardzo pozytywna zmiana, bo zdarzało mi się załamywać, że Kora znów przytyła, a po spacerze okazywało się, że to nie kwestia przytycia a pełnego „brzucha” ;). Przy regularniejszych wypróżnieniach talia nie zanikała :).


To może przejdźmy do najważniejszego… efekty!

Jedno jest pewne: chcemy kontynuować stosowanie preparatu.

Linienie

           Może nie uznacie tego za normalne, ale psa szczotkuję rzadko – czasem raz w miesiącu. Na potrzeby testu zrobiłam tak samo. Wyszczotkowałam Korę kilka dni po rozpoczęciu testowania preparatu na sierść i skórę oraz po 5 tygodniach stosowania preparatu.




          Tak tak, przez kilka tygodni trzymałam kłąb Koreczkowej sierści żeby mieć porównanie… Było warto! Bez „starego” kłębka nie potrafiłabym docenić nowego! Około 1/3 mniej sierści! Dałam zdjęcie specjalnie również od boku żeby nie było wątpliwości, że „kopce” są podobnej wielkości :).

Lśniąca sierść

Przyznaję, że z tym mieliśmy w sumie najmniejszy problem, choć nie każdy Koreczkowy włos chce błyszczeć :). Tak jak wspominałam: Kory sierść ma różną strukturę.

Sztywna na plecach:


Twarda i szorstka na zadzie:


Miękka i jedwabista na bokach i tylnych łapach:


Lśni właściwie głównie włos na bokach i odrobinę na grzbiecie, cieszy oko :).




Brak zażółceń

          Wydawało mi się, że ten problem nas nie dotyczy. Ot jak pies był brudny to się go kąpało i było ok. Kąpanie przynajmniej raz w miesiącu. Dopiero na dniach uświadomiłam sobie, że Kora dość dawno nie była kąpana a wygląda… świetnie! Na zdjęciach widzicie psa kąpanego ostatni raz 29.03.! Udało mi się nawet znaleźć zdjęcie które całkiem fajnie obrazuje zmianę kolorytu Kory, przede wszystkim przebarwień, które dla mnie były zwyczajnym brudem…


Na udzie dobrze widać zabrudzenia i w zgięciu łapy przebarwienie, a teraz niespodzianka!



          Różnica światło dzienne vs. światło sztuczne to jedno, ale różnica jest naprawdę wyraźna. Ponadto stwierdzam poprawę kontrastu w psie ;).


Reasumując

Wśród testowanych przez nas suplementów na sierść i skórę Pokusa jest pierwszym po którym ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć: Widzę różnicę! Ponadto skład, łatwość podawania połączona ze smakowitością preparatu przemawiają na plus. Pozwolę sobie być patriotą – Pokusa jest polską firmą! To kolejna zaleta. Ze swojej strony mogę tylko polecić i na pewno będę testować inne produkty z serii Pokusa :). Ekipie Pokusy dziękujemy za umożliwienie przeprowadzenia testów i na pewno jeszcze o nas usłyszycie! :)

wtorek, 3 maja 2016

Rozmawiał koniarz z psiarzem, czyli: Ile wolno ingerować w naturę zwierząt?

          Od kilku lat śledziłam i śledzę różne programy dotyczące mniej lub bardziej szkolenia psów, albo dbania o ich psychikę. W Polsce zawsze bolało mnie to, że takie programy są często sponsorowane i jesteśmy obrzucani np. białym napisem na żółtym tle. Programy: "Przygarnij mnie" i "Zaklinacz psów" absolutnie mnie nie przekonały. 
          "Przygarnij mnie" jest momentami mało konkretny, chaotyczny i w jednym odcinku widać to co warto robić i to czego absolutnie się robić nie powinno, ale pozostaje to bez komentarza - rozumiem, czas antenowy jest drogi i w ogóle... 
          "Zaklinacz psów" nie przekonuje mnie swoimi technikami, które są prawie wyłącznie awersyjne, bombardowanie bodźcami, korekty smyczą, nogą, ręką i dziwnymi dźwiękami. 
          Wiem, że zarówno i ten i ten program ma swoich fanów i zagorzałych antyfanów. Ja jestem gdzieś pomiędzy - podobają mi się niektóre rzeczy, które widzę w "Przygarnij mnie" i podobają mi się niektóre rzeczy (choć jest ich naprawdę niewiele) w "Zaklinaczu Psów". Szukałam czegoś pomiędzy tym słodkim i cukierkowo-pozytywnym światem, a światem awersji... Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że znalazłam już taki program - i to dawno!


          Jego główną wadą (dla mnie niekoniecznie) jest to, że nie jest on pokazywany w Polsce. Spotkać go można jedynie na stacjach niemieckojęzycznych, a nazywa się "Der Hundeprofi", czyli taki "specjalista od psów" - nie chcę użyć słowa zaklinacz, bo Martin Rütter nie posługuje się "magią" - on szkoli, obserwuje, radzi długofalowo - to ten typ szkoleniowca, który nie naprawi psa w 15 min, ale w kilka tygodni, miesięcy - aktywną pracą... właścicieli. On pokazuje im drogę i sposób, ale to właściciel w domowych warunkach, w codziennych sytuacjach ma to z psem przepracować, a nie na sterylnym, spokojnym placu szkoleniowym, na który swoich klientów "programowych" zabiera bardzo rzadko. 
          Martin jest w przeważającym stopniu szkoleniowcem pozytywnym, ale w przypadku psów o mocniejszym charakterze, i kiedy inne metody zawodzą, zdarza mu się używać metod awersyjnych - dostosowując je do danego psa. Nawet kiedy oduczał dwa psy tego samego właściciela darcia japy przy płocie to używał tego samego bodźca awersyjnego, ale w różnych natężeniach - w tym przypadku była to plastikowa butelka ze śrubkami i nakrętkami w środku (taka tańsza wersja dysków treningowych z Trixie) - jednego psa z szczekowego zawiasu wyrywało samo jednorazowe "trzęsienie" butelką u drugiego butelka musiała się w jego stronę potoczyć - po niedługim czasie przy obojgu starczył sam dźwięk. Co ważne - tą początkową, mocniejszą awersję stosował on, żeby właściciel w późniejszym okresie mógł stosować łagodniejsze acz przez skojarzenie równie skuteczne metody - na zasadzie "mnie twój pies nie musi lubić, ale tobie ma nadal ufać". Nie pamiętam ile dokładnie trwała "terapia", ale pomogło - pani mogła się zrelaksować z psami w ogrodzie, psy kochały ją równie mocno jak kiedyś, ale nie zrywały się na każdy szelest za płotem. Sielanka.

Ten dość długi wstęp ma na celu przede wszystkim przedstawienie osoby Rüttera aby przytoczona na końcu rozmowa nie była oglądana przez pryzmat człowieka, który jest hiper-mega pozytywny pt. "wytępmy ludzi, psom będzie lepiej" - ma zdrowe podejście do tematu, nie jest skrajną postacią. Myślę, że to dość istotne w ewentualnej wolnej interpretacji rozmowy dwóch specjalistów.

To może trochę suchych faktów:


Martin Rütter – urodzony w 1970 roku początkowo pasjonat piłki nożnej, chciał zostać dziennikarzem sportowym, skończył również studia w tym kierunku. Jego drugą pasją były psy. Podczas wycieczki do Australii w 1992 roku miał okazję studiować zachowania i życie psów dingo. Po studiach psychologii zwierząt postanowił, że właśnie szkolenie psów jest jego powołaniem. 
          W 1995 roku stworzył „Zentrum für Mensch und Hund” (Centrum dla człowieka i psa) i rozwinął D.O.G.S (Dog Orientated Guiding System) – rodzaj indywidualnego i „partnerskiego” szkolenia ludzi i psów. Od tego czasu wykształcił ponad 150 osób, które pracują według tej filozofii. W ten sposób w różnych rejonach Niemiec, Szwajcarii, Austrii powstało ponad 100 szkół DOGS, które działają zgodnie z filozofią wyznawaną przez Rüttera.
          Od 2003 roku występuje również w telewizji. Prowadzi program „Der Hundeprofi”, który emitowany jest na programie VOX. Jest również głównym bohaterem programu „Der Hundeprofi unterwegs” (specjalista od psów w podróży), gdzie wkracza na sobie nie całkiem znane ścieżki. Spotyka ludzi, którzy zajmują się zwierzętami (głównie psami) i zbiera nowe doświadczenia. Są to np. osoby pasjonujące się psimi zaprzęgami, osoby szkolące psy dla osób niewidomych, pani która na kilka miesięcy w roku przeprowadza się w Alpy i tam ze swoimi borderami opiekuje się ogromnym stadem owiec, pomaga weterynarzowi pracującemu dla osób ubogich (tak, tak w Niemczech osoby bezdomne, czy na zasiłkach mogą swojego zwierzaka leczyć taniej), zapoznawał się z funkcjonowaniem stad wilków, spędził cały dzień i noc z bezdomnym mającym psa i wiele wiele innych, a także uczył się jazdy konnej pod okiem niemieckich specjalistów od koni – warto nadmienić, że cholernie się koni boi :). 

Gdzie ten koniarz? A no tutaj, bo jest jeszcze jeden program w tym klimacie, ale dotyczący koni.


Również emitowany na VOX, również tylko na programach niemieckojęzycznych. Nie znam się na koniach (wiem jedynie jak z nich nie zsiadać ;)), więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy techniki stosowane przez dwoje prowadzących są dobre - bo skuteczne są na pewno, ale "dobre" i "skuteczne" nie musi iść w parze ;). Skoncentruję się na panu z prawej. Odrobina suchych faktów:


Bernd Hackl – w wieku 14 lat zaczął jeździć konno i z zaciekawieniem obserwował relację człowiek-koń. W wieku lat 17 odkrył western riding. Co raz bardziej zafascynowany końmi zaczął się zapoznawać z fachową literaturą i obserwować specjalistów. Odbywał praktyki zarówno z Niemczech jak i Stanach Zjednoczonych na Derby Daze Farm – Ocala na Florydzie. 
          Po powrocie do Niemiec przejął Moonlight-Ranch w rejonach Roßbach. Pracował głównie z młodymi końmi, ale zgłaszało się do niego sporo osób mających problemy ze swoimi końmi – konie gryzły, stawały dęba, zrzucały jeźdźców… Brał też udział w zawodach i turniejach, zaczęło mu jednak brakować zarówno miejsca jak i koni nadających się na turnieje, dlatego w 1997 ponownie wrócił do Ameryki. Tam szkolił się dalej i jego fascynacja wciąż się pogłębiała. Po powrocie do Niemiec wycofał się z uczestnictwa w turniejach i poświęcił się w pełni szkoleniu koni do jazdy rekreacyjnej i pomocy koniom stwarzającym problemy. Aktualnie jego ranczo znajduje się w Ruhmannsfelden.

          Pewnego dnia Martin Rütter zapytał go, czy chciałby stać się częścią programu „Die Pferdeprofis” (specjaliści od koni ;)), gdzie razem z Sandrą Schneider pokazywaliby jak radzić sobie z problemowymi końmi. Przystał na to.
Jego dewizą dotyczącą wywierania presji na koniu jest: tyle ile trzeba, najmniej jak to możliwe. Ważne są dla niego szacunek i zaufanie we współpracy z koniem.

Co łączy tych ludzi? Pomijając, że każdego z nich można ujrzeć na VOXie połączył ich również program, o którym wspominałam powyżej:


Pod okiem Sandry Schneider Martin nauczył się podstaw jazdy konnej - rzecz jasna westernowej, ale także pracy z ziemi, jak lonżowanie. Dalsza część programu ma miejsce już na farmie Bernda Hackl. Tam pomijając przeganianie bydła, pomoc w podkuwaniu konia i strzyżeniu owiec miała miejsce bardzo ciekawa rozmowa, do której nawiązuje tytuł. Wrzucę oryginał dla osób władających językiem niemieckim, bo moje tłumaczenie może co nieco ująć tym słowom (jak chyba każde tłumaczenie).

M.R.: Ich mach das jetzt knapp 25 Jahre und ich frag mich ja trotzdem immer wieder, moralisch, wozu hat man ein Recht und wozu nicht?
B.H.: Da gib ich Dir Recht.
M.R.: Ich bin bei 9 von 10 Fällen damit beschäftigt dem Hund was abzugewöhnen wofür er explizit gemacht wurde. „Och, Herr Rütter ich hab `nen kleinen Münsterländer der jagt“ - oh Mensch das ist ja ne Überraschung. „Wir haben einen border collie der treibt die Kinder dauernd zusammen“ - ach Mensch das ist ja neu.
B.H.: Bei mir ist es genau so. „Booch ich hab einen Galopper und der rennt ständig“ – ja ist ja ein Galopper, ist ja für Galopprennen gezüchtet worden. „Boooch mein Traber kann nicht angaloppieren“ – och sieh mal da.
M.R.: Und das find ich schon eine moralische Frage auch zu sagen: man züchtet hochspezialisierte Hunde und sie dürfen nix von dem eigentlich ausleben und was dürfen wir als Menschen allgemein mit Tieren? (…) Irgendwie hab ich das Gefühl je mehr ich darüber nachdenke, je weniger find ich `ne Antwort.
Erzähler: Was darf der Mensch mit Tieren tun? Zu lernen ihr Wesen zu verstehen ist bestimmt der richtige Weg – da sind sich die Profis einig.

A po naszemu znaczy to mniej więcej tyle:

M.R.: Robię to (w domyśle szkolenie) od blisko 25 lat i mimo wszystko wciąż się zastanawiam do czego, moralnie, mamy prawo a do czego nie?
B.H.: Tu masz rację.
M.R.: W 9 na 10 przypadków muszę oduczać psa czegoś do czego został właściwie stworzony. "Och Panie Rütter mam małego Münsterländera, który poluje" - no popatrz, co za niespodzianka. "Mamy border collie, który cały czas zagania dzieci" - a no to nowość.
B.H.: U mnie jest to samo. "Aaach mam konia galopującego* i on ciągle biega" - no tak jest w końcu koń galopujący* one były hodowane do wyścigów w galopie. "aaach mam kłusaka, który nie chce galopować" - no popatrz!
M.R.: I to jest właśnie to moralne pytanie. Trzeba powiedzieć: hodujemy wysoko wyspecjalizowane psy i właściwie nie mogą one korzystać ze swoich umiejętności. W takim razie ile nam, jako ludziom, wolno ingerować w naturę zwierząt? (...) Mam wrażenie, że im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej nie potrafię znaleźć odpowiedzi.
Narrator: Ile wolno ingerować w naturę zwierząt? Można się uczyć rozumienia ich natury - to jest prawidłowa ścieżka, co do tego specjaliści są jednego zdania.

          Usłyszałam te słowa i rzuciłam się na laptopa żeby znaleźć ten odciek, nagrać te wypowiedzi i Wam je tutaj przytoczyć. Generalnie mało jest momentów w życiu kiedy ktoś mnie doprowadza do zaniemówienia, ale to był właśnie taki moment.
          Nie ma właściwie możliwości rozwiązania tego problemu. Z psem pasterskim można podjeżdżać raz na jakiś czas "na owce". Bernd Hackl hoduje również bydło i jego australian cattle dogi właściwie żyją na tej farmie trochę obok człowieka, mając jego pełną opiekę i równocześnie mogąc korzystać ze swoich popędów. Co jednak z psami myśliwskimi? Wyżłami, spanielami, gończymi, ogarami? Przecież nie można ich wszystkich puścić w las żeby mogły zaspokoić swoje popędy. Dla chartów można jeszcze się bawić w coursing, ale to nie to samo co gonienie zająca po pustyni... A te psy, co faktycznie legalnie polują spotykają się w Polsce z głęboką niechęcią - chociaż może mniej psy, co myśliwi.
          Wraz ze zmieniającym się społeczeństwem zmieniają się również oczekiwania wobec psów - same psy niekoniecznie się zmieniają, bo przecież wyżły weimarskie mają takie piękne umaszczenie, spaniele wyglądają tak smutno-uroczo, bordery tak szybko się uczą, terriery tak chętnie bawią, a husky ma takie ładne oczy... W każdym z tych psów siedzi instynkty, o ile hodowla ich nie wytępiła, które te psy mają często zakorzenione głębiej niż dobre wychowanie.

Czy jest jakieś wyjście z sytuacji, które nie zaszkodzi żadnej ze stron?

Chyba nie ma. Można przekierowywać, modyfikować zachowania psów na swoją korzyść i aby choć trochę psu pomóc, ale to wciąż nie to samo. Czy nasze psy są przez to nieszczęśliwe? Może trochę. W głowie dudnią mi cały czas słowa Agnieszki od Hachika, która powtarza, że Hachiko kocha frisbee, ale najlepiej czułby się, gdyby żył tak jak jego rodzice - na farmie, zajmując się tym do czego został stworzony.

Whisp i Kimko - bordery pracujące przez kilka miesięcy w roku w Alpach - poza sezonem również mają kontakt z owcami

* w Niemczech funkcjonuje określenie "Galopper" odnoszące się do koni hodowanych stricte pod wyścigi konne w galopie jako "przeciwstawne" do kłusaków, które poruszają się w kłusie

niedziela, 31 stycznia 2016

Liebster Blog Award - nominacja od Enzo :)

Udział w Liebster Blog Award biorę po raz czwarty toteż nie będę nominować kolejnych osób, ale że sama chętnie odpowiadam na pytania, szczególnie te psie, więc why not? Dziękujemy tym razem indywidualnie Enzo, bo od Diany i Enzo już też miałam nominację ^_^



1.Co najbardziej lubisz robić ze swoim psem?

Zdecydowanie tropić i poszukiwać :) najwięcej czasu spędzamy na słodkim leniuchowaniu, jednak bardzo lubimy długie spacery - na które nie zawsze jest czas i wprost uwielbiamy tropić i poszukiwać - a właściwie ćwiczyć lokalizację, bo na tym etapie jesteśmy. Kora od początku przejawiała predyspozycje do dobrej pracy nosem i choć na pierwszym seminarium okazała się bardzo oporną materią to kiedy trybik zaskoczył Kora okazała się sukiem, który kiedy dostanie zapach jest kompletnie w swoim świecie - skupiona na pracy i tylko na pracy.

2.Jaką cechę najlepiej byś zmienił/zmieniła w swoim psie?


Przede wszystkim lękliwość, czasem wydaje się, że coś jest przepracowane, a mała pierdoła powoduje ogromny regres, co jest frustrujące dla obu stron. Co by mnie ucieszyło, ale da się bez tego obejść to gdyby Kora była większą przylepą :) osoby, które bardzo lubi i zna wystarczy, że dostaną jej smycz w rękę i bez niczego z nimi pójdzie nie oglądając się zbytnio na mnie :P nie jest też psem bardzo spragnionym pieszczot - ot czasem ją najdzie, ale najczęściej leży na podłodze i ma nas gdzieś :P

3.Co najczęściej robicie w wolnym czasie?


Właściwie wiąże się to z pierwszym pytaniem - spacery, tropienie, leniuchowanie :)

4.Ulubiona zabawka twojego psa to...


Aport na jedzenie i Skineeez - jest mało żarta na zabawki, ale te dwie ją w miarę zajmują :) muszą być mięciutkie i fajnie jak piszczą :P

5.Gdzie częściej robisz zakupy dla swojego psa-Stacjonarnie,czy internetowo? 


Najczęściej w sklepie stacjonarnym PetSmile :) Jestem osobą, która lubi dotknąć zanim coś kupi, ale zdarzały się też zakupy internetowe :)

6.Ulubione smakołyki twojego psa to...


Parówki - nie mają sobie równych ;) choć ostatnio zachwyciły ją też gotowane żołądki kurzęce jako nagroda za znalezienie pozoranta - wchłonęła cały pojemniczek :P i mleko... kocha mleko - nie ma po nim żadnych dolegliwości, więc albo toleruje laktozę, albo została nauczona w poprzednim domu :)

7.Jaka jest wasza ulubiona pora roku?


Właściwie każda po trochu byle zima nie była zbyt zimna a lato zbyt upalne :) 

8.Czy uprawiasz jakiś sport ze swoim czworonogiem?


Tropienie użytkowe, jeśli można to uznać za sport :) trenowałyśmy też agility, ale okaże się czy do niego wrócimy - Korze się podobało, ale szału nie było, więc rozważam :)

9.Co najchętniej je twój pies?


Nie jest bardzo wybredna - dobrej jakości karma sucha (Acana) i mokra jeśli chodzi o posiłki, a jeśli o smakołyki to parówki, smaczki i służąca za smaczki karma z Alpha Spirit.

10.Czy posiadasz jakieś zwierzę prócz psa?


Nie. Kiedy Kora do mnie przyszła miałam jeszcze królika - niestety zaczął chorować i po przeżyciu prawie 9 lat musiałam go uśpić - Kora bardzo ułatwiła mi przeżycie tego rozstania. 

11.Dużo wydajesz na rzeczy dla swojego psa? 


Zdecydowanie za dużo :P jestem typem gadżeciarza, ale nowe rzeczy często po zachłyśnięciu się nimi po prostu leżą, muszę to przepracować sama ze sobą :P

piątek, 1 stycznia 2016

Podsumowanie roku 2015

Przy salwie fajerwerków i wydyganym psie zaczynam pisać to podsumowanie, skończę pewnie następnego dnia, czyli w przyszłym roku :). Strzelają od kilku dni, dzisiaj ok. 10 rano zaczęli i napierdzielają bezustannie... Myślę, że gdyby Kora mogła to by im poodgryzała rąsie :3 kij, chcą strzelać to niech strzelają, choć chwała tym, którzy tego nie robią, ale niech to robią w wyznaczonym czasie...
To by było na tyle narzekania na ten rok - tak myślę :P Cóż można powiedzieć o mijającym roku? Był dobry. Naprawdę dobry i naprawdę jestem zadowolona - szczególnie z mojego kontaktu z Korą, bo teraz w obliczu kanonady widzę jak bardzo poprawiły się nasze relacje :). No to jedziemy z koksem... głównie przemawiać będą zdjęcia :). Pod niebieskimi napisami kryją się linki dotyczące tego, co jest akurat w tym kolorze :)

Styczeń

Największym sukcesem stycznia był spacer 01.01.! Pojechaliśmy w pola, troszkę za miasto i Kora zachowywała się super :) na tym też spacerze pierwszy raz w życiu widziałam na żywo i zrobiłam zdjęcie zimorodka :D mało psi sukces, ale dzięki psom, wszak gdyby nie one to bym nie szła w pola z rana :P



Jakby ktoś nie pamiętał to w styczniu mieliśmy zimę! A to jest coś! Nie sądziłam, że tak bardzo to docenię :P


Udało się też wtedy sfinalizować zbiórkę na rzecz Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu. Pomysł był dość spontaniczny, ale odzew przeszedł nawet moje najśmielsze oczekiwania :) to dzięki wspaniałym znajomym i wspaniałym nieznajomym, którzy obserwują fanpage Kory :) nieoceniona okazała się pomoc Bartka, który pełnił rolę kierowcy i... proboszcza parafii św. Jerzego w Łabędach, który nieodpłatnie pożyczył nam auto :) po prostu zatankowałam to, co zużyłam :).



Luty

W moje urodziny 01.02. pierwszy raz w rąsie wzięłam moją własną, osobistą lustrzankę <3 Agnieszka i Rafał sprezentowali mi podróż i bardzo udany spacer po odbiorze sprzętu :) początki z lustrzanką były bardzo dołujące :D


W Walentynki odbył się dogtrekking Zakochany Kundel, w którym wzięliśmy udział większą grupą i dzięki zmysłowi orientacji panów czas mieliśmy całkiem przyzwoity jak na to, że potraktowaliśmy sprawę zupełnie na luzie :) no i towarzystwo zacne! 




Marzec

Marzec obfitował w większe lub mniejsze wydarzenia :). Pierwszym z nich był wyjazd do MADzone, gdzie się generalnie trochę narąbałam... tępą siekierą :D prace porządkowe mówiąc najogólniej :) przy okazji fajny socjal dla psa :)



Urodziny Kory świętowaliśmy na jej pierwszym treningu agility na prawdziwym, profesjonalnym torze :) towarzyszyła nam Agnieszka z Hachikiem, albo raczej to my towarzyszyłyśmy im :) od Agnieszki Kora dostała szeleszcząco-piszczącego pana borsuka, którego od razu polubiła :D nadal wiernie nam służy, choć już nie szeleści :)




Oczywiście nie obyło się również bez grupowego spaceru, a jakże! Dawno w tym składzie nigdzie nie byliśmy!


Od Bartka Koreczek zaś dostał Konga Genius - prezent się przyjął ze sporym entuzjazmem :)


Działy się też rzeczy dziwne :D


Pierwszy dzień wiosny powitaliśmy w składzie Kora + Gaja z Szarą Przystanią i Trikiem na psim ranczu :) były psy, były konie, były atrakcje :)





Marzec był też miesiącem kreatywnym - ja starałam się wiernie stworzyć kontur niuchającego Koreczka, a efektem była ta oto wspaniała torba autorstwa Anity J., która generalnie kreatywnym i zdolnym człowieczkiem jest :)


Zadebiutowała u nas w domu także Psia Paka :) lubimy niespodzianki, ale niestety trudno czasem się wstrzelić w gust - psa, bo mi się wszystko podobało :)


Ponadto socjal w stajni :) też rzadkość, więc warto wyróżnić :)


Ponadto pierwsze grupowe spotkanie osób, które potencjalnie miały tworzyć Śląską Grupę Tropiącą. Garstka osób z tego pierwszego spotkania została, ale są :) i to najważniejsze :) nie mam grupowego zdjęcia, było nas sporo więcej niż na fotce poniżej :P


Kwiecień

W kwietniu udało się spotkać na grupowym spacerze z Kasią Harmatą z Akademii Biały Pies. Spacer przyjacielsko-rekreacyjny jeszcze przed Kasi porodem :) teraz już jest lżejsza i bogatsza o dwunożny skarb :) a nasza ówczesna ekipa spacerowa lżejsza o psa szukającego domu :)



Kora rozpoczęła w kwietniu również swoje szkolenie z agility w Flow :) nieszczęśliwie jeszcze go nie dokończyłyśmy z racji mojej kontuzji ręki, ech...


W naszym domu zjawił się ON! Piękny obraz autorstwa AnnArt :)


Odkryliśmy również kolejne niesamowite miejsce spacerowe - las w Rudzińcu <3



Odwiedzaliśmy też starsze cudowne miejsca spacerowe :) tu: Pławniowice :)


Sławoszów i Głubczyce również przyjęły nas życzliwie :) spacer i grill :)




Powitaliśmy też najdroższą dotychczas zabawkę Kory :P btw. muszę się wybrać po baterie bo się wyczerpały :) ale zabawka super :) Trixie Memory Trainer :)


Maj

Maj był miesiącem spotkań niespodziewanych :P np. to w Pławniowicach :)


W maju Kora trafiła również przed obiektyw super utalentowanej osoby :) Ani B., zwanej Huskana :) dużo się kilometrów zrobiło tego dnia :D


Oczywiście odkryty w kwietniu Rudziniec odwiedzany był również w innym składzie :)



a udany spacer odpowiednio zajedzony :D


Odbył się również prześwietny dogtrekking :) zorganizowany przez Dog Mind, ale z pomocą wieeelu niezrzeszonych duszyczek :)






Maj uwieńczył wyjazd na DCDC do Wrocławia i spotkanie ze starymi znajomymi, ale i poznanie nowych, nieraz ciekawych osobistości :D m.in. Tobi, Anu, Misza, Dziunia, Finn :)




Czerwiec

Czerwiec rozpoczął się grillowo na psim ranczu :) dużo psów, dużo jedzenia :D cóż chcieć więcej? :D



Zwierzynalia :) Pokazy, konkursy, zwiedzanie przez Korę mobilnego weterynarza, występik i zajęte trzecie miejsce, i wspaniali ludzie z Psitula, którzy przyjęli nas pod swoje skrzydła... znaczy namiot :)))




Gliwicki Spacer Szczęścia - promowanie przez Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Gliwicach adopcji i pokazywanie szczęśliwie adoptowanych zwierzaków :) piękna inicjatywa i przyciągnęła wiele osób! Kora dała mały pokaz psich umiejętności :)





Był to też miesiąc naszego debiutu na ekranie :) jeśli ktoś nie widział to zapraszamy: http://katowice.tvp.pl/20638996/z-nosem-przy-ziemi-slaska-grupa-tropiaca-juz-trenuje :) nawet się załapałam z Korą :)



I znów uwieńczeniem okazało się DCDC :) tym razem w Poznaniu :) ten wyjazd Kora nie najlepiej zniosła psychicznie, była nim dość zmęczona, ale i tak pozwiedzała :) Kogo tam spotkaliśmy? Multum ludzi i psów :) ale między innymi: Tobi i Ahri, uszatą Korę, małą Lili, Voltę, Kirę, Brega, w którym się zakochałam po uszy i wieeele innych :)











Lipiec

Dzień Psa świętowany był, a jakże, w PetSmile! :)


Mieliśmy też jakże ciekawą i ekscytującą przygodę - uwięzieni w lesie podczas nawałnicy :P szczęśliwie udało się usunąć drzewo, ale Sławoszów i Głubczyce okazały się średnio gościnne :P późniejszy pobyt i droga rzeką do Czech była o wiele przyjemniejsza :) Zmęczenie było potem niemałe :)










Ogromnym wyróżnieniem było dla nas zwycięstwo w konkursie Alpha Spirit! Kompletnie niespodziewane i tym piękniejsze :)


Odwiedziny w Rogach za każdym razem są wspaniałym przeżyciem - dużo miejsca, dużo radochy, dużo jedzenia, wspaniali ludzie! :)


Sierpień

Dog Games Sopot :) Kora pierwszy raz poznała słone wody, pierwszy raz wzięła udział w SpeedWay z wynikiem 32,67 km/h :) marzyło mi się powyżej 30 i udało się <3 przede wszystkim jednak wypoczywaliśmy :) razem z nami był Kentucky i poznaliśmy w końcu Figę :)






Grill na psim ranczu ponownie. Ogromna ilość, jak widać, bardzo groźnych psów :P





Udany spacer w deszczu w zestawie, który się rzadko udaje złożyć do kupy :) było wesoło :D




Wrzesień

Łyna - wyjazd byłby całkiem idealny gdyby nie moja łajzowatość i złamanie ręki :) poza tym same pozytywy: super ludzie, super konie, super psy, super warsztaty foto, super miejsce - bajka :) tylko złamanie nie super, ani trochę... nooo i pierwsze w życiu spotkanie z żurawiami :) Wszystko zorganizowane przez Szarżę :)










Ku naszej radości wypatrzyłam Dekoracje Asi. W krótkim czasie powstało cudeńko podobne do mojej suki :) Szacun naprawdę, bo taka ilość kropek nie zachęca :D


Pierwsza jesień z lustrzanką! W moim życiu pojawił się bokeh, choć narazie bardzo lichy :)




Warsztaty tropieniowe z Katarzyną Harmatą z Akademii Biały Pies. Rodzinna wręcz atmosfera i pierwsze spotkanie Kory z lokalizowaniem pozoranta :). Zarówno tropienie, jak i lokalizacja dały jej dużo frajdy :) No i miło było usłyszeć, że Kora bardzo się zmieniła - na lepsze! :)




Wariacje na 4 łapy, czyli Psistanek :) kolejny raz wzięłyśmy udział i choć podczas sztuczkowania, a właściwie zanim nawet zaczęłyśmy Kora wystraszyła się jednej pani i odmówiła współpracy, to uważam ten dzień za cenny i udany :) podczas pokazu agility z toru uciekła mi trzy razy :D raz po ciastko do stoiska PetSmile, a dwa razy do mamy, bo była akurat na widoku jak się wbiegało do tunelu, więc Kora biegła powiedzieć "dzień dobry" :D Pokazy z gatunków bardzo bogatych :)









Nie licząc pierwszych, niespełna półgodzinnych odwiedzin w Neverlandii był to mój pierwszy dłuższy pobyt w tym miejscu - jestem absolutnie zauroczona :) no i oczywiście mogłam się napawać szczeniaczkami :D Kory wtedy ze mną nie było, ale z okazji roku 2016 właśnie dziś się tam ze mną wybierze :) 










Październik

Nasz ulubiony sklep zoologiczny PetSmile obchodził swoje 2 urodzinki :) ten sklep to jedna z najlepszych rzeczy, która mogła nam się tu, w Gliwicach, przydarzyć :). Przede wszystkim dlatego, że tworzą go ludzie mocno związani z psim światem, ja chyba najmniej, ale pragnę i mam w planach to zmienić :) Bogaty asortyment, cierpliwość, otwartość, akcje prozwierzęce... Wiele zawdzięczamy PetSmilowi :)


Najcenniejszym październikowym wydarzeniem było pierwsze spotkanie z Piotrem Smurawą z Akademii Psa Pracującego. Dostałam świetne wskazówki do dalszej pracy z Korą. Okazało się, że nie doceniam mojej suki. Za krótkie, za mało odłożone ślady i złe wprowadzanie psa na ślad, poza tym powiedziałam, że chcę się pobawić w poszukiwanie i dostałam kilka cennych wskazówek jak zachęcić i nauczyć psa wracania do przewodnika. Bez wątpienia były to bardzo ubogacające warsztaty i z niecierpliwością czekam na kolejne :).



Miałam także bardzo zacnego gościa :). W swoim domu dotychczas gościłam Lolka (poniekąd, bo w garażu i ogrodzie), Gaję (choć nie przez noc) i pojawił się Hachiko :). Kto zna Agnieszkę i jej stosunek do Ha ten zrozumie jak wielki zaszczyt mnie kopnął :). Pierwsza noc była trudna, bo jęczał do drzwi, za którymi zniknęła Aga, ale potem zaczął się zachowywać przylepiasto-cudownie, byłam bardzo zadowolona też z zachowania jego w stosunku do Kory i Kory w stosunku do Ha. Świetnie się rozumieją, wymieniali się miskami, zaczepiali się do krótkich zabaw :). Wymarzone połączenie :D


Bezzdjęciowo mogę dodać, że uczestniczyłam w fantastycznym wykładzie prowadzonym przez Dogfield o zachowaniach reaktywnych psów :). 

Listopad

Pierwsze w życiu lokalizowanie pozoranta w całkowitej ciemności :). Kora, która w ciemnościach niezbyt dobrze funkcjonuje zachowywała się w tym zacnym towarzystwie naprawdę wspaniale, również na następującym potem spacerze :) Ogromny sukces jak na psa, który w okresie jesiennym po ciemku bał się własnego cienia.


Poznaliśmy też sporo nowych psów. Wspaniałych psów! Tropieniowy wypad na najwyższym poziomie :). Kora tropiła wtedy na odłożonym śladzie i przy akompaniamencie piły łańcuchowej :P z fanpejdżowiczów na poniższym zdjęciu mamy Ramziego i Kluskę :)


Grudzień

Kolejne zacne odwiedziny, choć traktowane przez Korę z większym dystansem :) Spajk miał debiut w nocowaniu u kogoś obcego. Chłopak był zestresowany, ale "mamusia" szybko po niego wróciła :). Trochę miałam wrażenie, że nie ma psa - do momentu kiedy ukradł mi skarpetki podczas prysznica - czekały ładnie na koszu na pranie, ale cóż to za przeszkoda? :P


Wzięłam udział w kursie pierwszej pomocy prowadzonej przez krakowską przychodnię: Przychodnia Nasza. Była część poświęcona psom i część poświęcona kotom - wzięłam udział w obu, bo lubię wiedzieć więcej :P.


Dla niektórych spacery grupowe to codzienność, dla mnie niezupełnie, dlatego cieszę się, że w grudniu udało nam się zebrać na taki grupowy spacer, i to nie raz!





Udało nam się też zorganizować grupowy spacer Śląskiej Grupy Tropiącej i muszę przyznać, że z radością chodzę na spacery, gdzie psy się nawzajem nie zjadają :).




Po tej retrospekcji jeszcze bardziej utwierdzam się w tym, że ten rok należał do bardzo udanych :) Nawet Sylwester minął jakoś lżej niż rok wcześniej :). Dziękuję wszystkim fantastycznym osobom, które ubogaciły 2015 rok i życzę Wam również na ten rok wielu wspaniałych wydarzeń, które pod koniec roku obdarzą Was bukietem wspomnień :)