Pamiętam rok 2008, kiedy z koleżanką z liceum szukałyśmy rozpaczliwie budynku, w którym miał się odbyć dzień adaptacyjny... nie zdążyłyśmy, bo wszelkie drogi prowadziły nas do Collegium Maius, a ludzie pytani o Plac Staszica spoglądali z niedowierzaniem, że takie miejsce w Opolu istnieje. Niezły początek ;)
Padło na germanistykę. Choć moim marzeniem była weterynaria ostatecznie jestem wdzięczna, głównie mojej mamie, że nakierowała mnie właśnie na ten kierunek. Na celowniku miałam cztery uczelnie... w Katowicach, w Opolu, w Sosnowcu i Nysie. Nysa odpadła w przedbiegach, bo dojazdy były zbyt skomplikowane i długie, a nie planowałam się przeprowadzać. O Sosnowcu słyszałam, że uczelnia powoduje choroby serca i nerwice :P poza tym... to Sosnowiec, a jako zdeklarowana dziołcha ze Śląska nie chciałam się kazić (pomijam fakt, że kilka osób powiedziało, że przestanie się ze mną zadawać). Jeśli chodzi o Katowice, to byłyby one bliżej od Opola i dojazdy też niezłe (choć na dworzec musiałabym jeszcze podjeżdżać autobusem), to miałam okazję poznać osobę (moją nauczycielkę z LO), która tą uczelnię ukończyła i zrobiła mi skuteczną anty-reklamę. Padło na Opole i tylko tam powędrowały moje papiery. Dojazdy spoko. Stosunkowo częste, dworzec bliziutko domu, bezpośrednie dojazdy, dodatkowe 1 godz. i 10 min spania/nauki/rozmów (od kiedy zaczęły się remonty czas wydłużył się do 1 godz. 35 min :P) cena miesięcznego w przeciągu tych sześciu lat oscylowała między 132 zł a 151 zł. Taniej niż najtańszy akademik :P